Drrogi Pamiętniku!
Dzisiaj nie było nic ciekawego. Siedziałam w domu, przed komputerem, namalowałam nieudany rysunek. Byłam u cioci ale też nie było nic ciekawego.. Ten dzień wydaje mi się kompletnym niewypałem. Nie to co dzień w którym poznałam sztukę i odkryłam swój talent, moje całe życie. Miałam 11 lat. Wstałam, ubrałam się. Żmudny początek dnia każdej nastolatki. Strasznie mi się nudziło bo miałam szlaban, a była taka piękna pogoda! Więc wzięłam mój stary blok i zaczęłam poruszać ołówkiem. Aż w końcu wyszło arcydzieło! Zaczęłam szkicować, malować! Wszystko! Było super. Miałam marzenie- chciałam spotkać się jeszcze raz z moją dawną przyjaciółką która wyjechała - Rochelle. To na pierwszym miejscu. Więc zaczęłam malować na zamówienia i zbierać pieniądze. Już pod koniec 13 miałam dobrą sumkę. I wyjechałam. Spotkałam się z nią. Była w dużo lepszym stanie, niż kiedy się z nią ostatni raz widziałam. Była zaskoczona na mój widok. Chodziła do super szkoły i miała wiele przyjaciółek! Akceptowali ją tam mimo bycia inną. Zamarzyłam o takiej szkole. Spędziłam z nią i jej przyjaciółkami wspaniały dzień. I teraz to one przyjadą tu do mnie! Nie mogę się doczekać. To już za tydzień! Muszę im wszystko pokazać, opowiedzieć. Pomoże mi w tym Rochelle. Już czuję jak super będzie. Jutro wezmę się za malowanie wielkiego obrazku dla każdej - w ramach przyjaźni. Mają przyjechać też Skelita i Jinafire o czym dowiedziałam się dzisiaj rano. Nie kojarzę tych dziewczyn.. nie było ich w Straszyceum. Tęsknię za słońcem.. mam nadzieję że wyjdzie w porę i zapewni nam piękną pogodę na meet! Zabiorę je na wieżę Efliee i pokażę najlepszy punkt widokowy. Mam z nim wiele malunków. Kilka wysłałam im sms'em. Clawdeen miała wielkie wyczucie stylu! Frankie była przemiła, Draculaura kochała Paryż, Lagoona podziwiała obrazy a Cleo była trochę nieufna ale dała się przekonać urokom mojego rodzinnego miasta. Szkoda że Clawd nie przyjedzie - ma mecz straszykówki - bo z niego niezłe ciacho! Tylko żeby Lala się o tym nie dowiedziała.. Byłaby kicha! Muszę kończyć.
Pa!!
I Opowiadanie o Chloe.
- Zaraz się spóźnisz! Szybko! - zawołała mama z dołu.
- Łatwo Ci mówić! Ty masz kilka bagaży a ja srylion! Wczoraj się przeprowadziłam tu, mam srylion walizek i pakunków! Czego ty oczekujesz? - odkrzyknęła Scai przeszukując pokój a raczej walizki w poszukiwaniu niebieskiej bluzki i krótkich spodenek.
- Dobra już! Ubierz się jak chcesz bo masz drogę do szkoły! - odparła mama. Dziewczyna przewróciła oczami i potknęła się o jedną z walizek.
"Cholera.. o znalazłam!" - szepnęła. Szybko się ubrała i wzięła torbę. Wyszła.
"Nowa szkoła.. Nowy dom.. Sup ;-; Nie no dom fajny" - mówiła sama do siebie. Wpadła na twardy tors.
- Auu..- syknęła pocierając czoło.
- Sorki. O ty to ta nowa? Hej - zagadał chłopak. Wydawał się miły.
- Hej. Jestem Scai.
- Ciekawe imię. Ja jestem Jacob:)
- Dziękuję za komplement:)
- Zaraz się spóźnię :c Do której chodzisz klasy? - zapytał ciekawy Jacob.
- Zaczekaj chwilę - powiedziała dziewczyna i wyjęła kartkę z klasą z torby - Do 8b
- Ale super! Ja też! - podeekscytował się chłopiec. Zaproponował jej że razem pójdą do klasy. Dziewczyna chętnie się zgodziła. Chłopiec nie zamilknął nawet na pół sekundy. Scai czuła się w jego towarzystwie dobrze. Ciekawa odpowiadała i dodawała swoje opinie do dialogu. W końcu doszli pod szkołę. Weszła do szatni i zmieniła buty. Ciekawa szkoły którą Jake doskonale reprezentował wyszła. Usiadła w klasie obok niskiej brunetki. Pani wywołała ją i kazała się przedstawić.
- Hej:) Jestem Scai Deerio - powiedziała machając na przywitanie. Na większosci twarzy był usmiech. Rozlegały się głosy "Super!" "Hej" i tego typu.
- Usiądź już. - ponagliła ją nauczycielka. Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie. Po lekcji spędzonej na nudnych skalach dziewczyna spojrzała na chłopaka obok ładnego rudzielca. Całowali się co chwila ale w chłopaku nie było cienia zakochania. Gdy spojrzał w jej stronę Scai się zmieszała i odwróciła głowę. Następną lekcją okazał się WF (wychowanie fizyczne). Miała być gra w siatkówkę. Scai kochała sport i była w tym całkiem niezła. Były dwie drużyny : Chłopak od rudzielca i Rudzielec. Chłopak o dziwo wziął dziewczynę. Rudzielcowi- Dominice nie umknęło spojrzenie na matematyce i mrużąc oczy spojrzała na chłopca i Scai. Chłopak - Brett posłał jej całusa w nadziei że dziewczyna da spokój. Brett był zadowolony z gry dziewczyny - dzięki niej wygrali z przewagą. Dziewczyna przebrała się i wyszła z szatni.
- Hej ty! - zawołała za nią Dominika. Scai przewracając oczami obróciła się na pięcie.
- Odwal się od mojego.. - zaczęła.
- Proszę Cię. Grałam w nim w siatkówkę i co w tym takiego? Sam mnie wybrał. Moja wina? Nie sądzę. - odparła odchodząc. Zdarzenie widziała cała szkoła. Każdy patrzył na nią z podziwem.
- Ale macie podjarę -,- Jezuu tak trudno się postawić? - zareagowała na durną reakcję szkoły. Poszła pod klasę polskiego.
- Ej Scai! Czekaj na mnie! - zawołał Jake.
- Co tam? - zapytała.
- Pójdziemy o szesnastej na pizzę? Przyjdę pod dom:) - zaoferował kolega.
- Dzięki Jake. Masz mój adres. - powiedziała całując chłopca w policzek. Jacob zaskoczony nagłym całusem. Scai zostawiła oszołomionego chłopca na korytarzu. Nagle poczuła zimną dłoń na ramieniu.
- Wołałem Cię. - powiedział szorstko i poważnie Brett.
- Zdajesz sobie sprawę że mogłam cię nie słyszeć bo rozmawiałam z Jake'em? - powiedziała równie zimno Scai. Chłopak otworzył lekko oczy ale ogarnął się. Nie chciał wyjsc na lalusia.
- Uniosłem się. No to masz wolny wieczór? - zapytał.
- Cholera masz dziewczynę.
- Rzucę ją dla ciebie.
- Odważnie. Ale ja jestem zajęta.
- Przez kogo? Jake'a? - zakpił Brett.
- Nie sądziłam że z ciebie taki egoista.. - odparła Scai mrużąc oczy.
- A ja że kręcisz z takim pacanem.
- Nie kręcę. Nie umiesz przyjąć odmowy?
- Umiem.
- Widać.
Cały zaciekły dialog trwał nie więcej niż dwie minuty. Dziewczyna prychnęła i odeszła stukając podeszwami glanów o wyszczotkowaną podłogę. Brett odszedł zniesmaczony. Mimo ostrej wymiany zdań zakochiwał się jeszcze bardziej. Takiej pragnął : szalonej, szczerej i.. ładnej. Ale najgorszym upokorzeniem była odmowa. Miała rację. Nie umiał przyjąć sprzeciwu.
- Stary, ale Ci dokopała! Pozwolisz? - zapytał kumpel chłopaka.
- Możesz się nie wtrącać? - odparł.
- Odbija Ci.. - szepnął Rodrick.
- Jak się nie zamkniesz to przestawię ci ten twój krzywy ryj! - zagroził.
Rod wziął plecak i smiejąc się pod nosem odszedł.
Brett postanowił przeprosić dziewczynę. Jak tylko ktokolwiek mu odmówił od razu przepraszał: wystarczało. Odszukał Scai wzrokiem. Znów rozmawiała z Jake'em. Rozmawiali i wydawało się że są dla siebie stworzeni. Chłopak podszedł do nich.
- Sorry Scai.. poniosło mnie nie powinienem był..- powiedział robiąc smutną minę.
- O jak słodko *o* Nie stać go nawet na porządne przepraszam") I czego oczekujesz? No mów. - odparła ironicznie dziewczyna. Przegięła. Chłopak nigdy by się takich słów nie spodziewał. Scai odepchnęła go i pociągnęła za sobą Jake'a żeby Brett lepiej widział przedstawienie. Mocno pocałowała chłopaka o ciemnych kasztanowych włosach.
- Dotarło że nie chcę Cię znać? -zapytała usmiechnięta Scai. Wszyscy wstrzymali oddech. Jake był zaskoczony.
- Ja przez nią zwariuję.. - wyszeptał Brett w sensie negatywnym oraz Jake w sensie.. rozanielonym. Brett nie wytrzymał.
- Wystarczająco przez ciebie cierpię!! Kocham Cię całym sercem i nie zamierzam odpusić! - wykrzyknął. Szybko podbiegł do Scai i pocałował ją tak mocno i namiętnie że Domi łzy stanęły w oku.
- Spróbuj zrobić to jeszcze raz.. - zaczęła Scai.
- Chętnie. - przerwał jej Brett całując ponownie. Wtedy wkroczył Jake.
- Zostaw ją.. Przeżywasz bo ci odmówiła? - stawał w jej obronie. Brett zmięknął. Uciekł z miejsca i wybiegł z szkoły. Scai podkusiło żeby pobiec za nim.
- Biegnij. - szepnął przyjaciel. Dziewczyna ruszyła. Po kilku minutach siedziała obok Bretta na murku niedaleko szkoły.
- Czuję cos do ciebie i Jakee'a! - powiedziała.
- Scai kocham cię bardziej niż uważasz!
- To mnie pocałuj. - Brett oniemiał słysząc te słowa. Potem oddał się pocałunkowi.
- Wróćmy. Lekcje zaraz się zaczną.. - wyszeptała dziewczyna. Boże. Ta szkoła jest cudowna. Manipulowała najlepszym chłopcem w szkole, miała chłopaka. Para zeskoczyła z murku i popędziła do szkoły. Język Polski minął na tłumaczeniu lektury. Scai szkicowała sobie bazgroły i nadal stała w miejscu w decyzji "Kto jest ważniejszy?".. Wygrywał Brett. On na chłopca. Jake nadawał się na przyjaciela. Nic więcej. Ale randki odwołać nie mogła. A w sumie z Brettem byli już w związku. Jake przysłał jej wygniecioną kartkę papieru z napisem " Chej! Mósze odwołać randke bo jade do lekaża". Scai uznała jego błędy za przeurocze. Zmieniła minę na smutną i pokiwała głową na ok. Aktorką była niesamowitą. Wiedziała że dobrze by się z nim bawiła ale następnym razem. Wyszła z klasy czekając na nowego chłopaka.
- Jestem wolna - powiedziała jak tylko zobaczyła czuprynę chłopaka. On wziął ją za rękę i pociągnął do kąta. Ale Scai odeszła. To ona wzięła chłopaka za rękę i pocałowała w kącie. Brett sytuację uznał za zabawną.
Chloe i Brett bawili się bardzo dobrze. Najpierw zjedli pizzę a później poszli do domu chłopaka.
- Hej mama. Jestem już.- powiedział zdejmując buty.
- A kto to jest? I gdzie Domi?- zapytał zdziwiony ojciec.
- Przyzwyczajaj się tato, do braku Dominiki w tym domu. Chloe jest moją nową dziewczyną. - pomógł zdjąć kurtkę dziewczynie.
- Zamierzasz zmieniać je jak chusteczki higieniczne? - wtrąciła się matka.
- Domi była na pewien czas. Chloe jest na zawsze. W moim sercu. Zresztą co za różnica? Co miała takiego Domi czego nie ma Chloe?
- Szanowanych rodziców oraz dobrego pochodzenia. - tego dziewczyna nie wytrzymała.
- Odczepcie się od moich rodziców, dobrze? Z mną może spokojnie rozmawiać i nie przeżywać każdego złamanego paznokcia.- wypaliła.
- Racja! Zostawcie ją już.
Ale Chloe biegła już ciemną, pustą ulicą. Słyszała wołania Bretta ale nie zawracała. Chłopak pobiegł za nią. Gdy ją w końcu dogonił zaczęli rozmowę przysiadając na starej ławeczce.
- Nie mam zamiaru się poddać. Ale wiem że nadal kochasz Domkę. Widzę to i proszę- nie zaprzeczaj. To prawda. Daję ci spokój. Wróć do niej i zapomnij o nas. - przemówiła w końcu. Starała się o tym zapomnieć ale to nie dawało jej spokoju.
- Ale Chloe ja cię kocham! - zapierał się chłopiec.
- Ale nie zaprzeczysz że Dominikę też.
- Nie umiem kłamać.
- Doceniam to. Ale skoro ją kochasz daj sobie z mną spokój. Brett, nie zapomnę Cię ale nie chcę cię przy sobie zatrzymywać.
Chloe odeszła. Pocałowała ostatni raz policzek Bretta i zniknęła w ciemnej uliczce. Chłopak wrócił do domu i wygarnął rodzicom to co miał do powiedzenia. Chloe kopała kamyk. Udawała niewzruszoną ale chłopak wiele dla niej znaczył. W końcu wyprostowała się i pewniejszym krokiem ruszyła w dal. Po policzku spłynęła łza którą szybko otarła. Wróciła do domu i poszła spać.
***
Rano obróciła się do słońca.
- I do szkoły. Spotkać chłopaka któremu pozwoliłam być z inną chociaż tak go kocham.. - stęknęła.
- Problem miłosny, Chloe? - zapytała mała dziewczynka.
- Kim ty...?
- To córka mojego chłopaka. Mieszka z nami! - dokończyła mama.
- Ok. Mam siostrę. Jest okey. Ale teraz wyłaź mi poczwaro z pokoju! - syknęła. Pięciolatka wybiegła. "Łatwo poszło" - zastanowiła się Ubrała się w czarne obcisłe jeansy, czerwoną bokserkę, naniosła trochę błyszczyka i była gotowa.
- Ej Chlo tylko błyszczyk? I rozczesanie włosów i to wystarcza do takiej pięknej twarzy? - podlizywała się mała Emilka.
- Nazywam się Chloe. To sobie zapamiętaj. I dziękuję słodka lizusko. - udawała słodką Chloe. Przewróciła oczami i usiadła przy stole.
- Hej. Jestem Piotr. Będę z wami teraz mieszkał. - przemówił przy stole chłopak mamy.
- Suuper - powiedziała córka, nie przerywając jedzenia.
- Chloe, tak? Dla mnie i dla twojej mamy to ważne wydarzenie więc okaż trochę entuzjazmu!
- Juhuu mama ma nowego facia który przerwał moje radosne bycie jedynaczką!- powiedziała sarkastycznie Chloe. Wyszła z domu i ruszyła do szkoły. Omijała domy i zastanawiała się kiedy spotka Jake. Od pewnego czasu nazywała go poprostu Joe. Spotykali się zawsze w drodze do szkoły. I tym razem jej nie zawiódł.
- Hej Joe! - zawołała gdy tylko go zauważyła.
- Chloe! Hej. Przepraszam za to wczorajsze.. może dzisiaj skoczymy do mnie? - zapytał.
- Dobry pomysł.
Całą drogę rozmawiali o temacie z przyrody. W szkole pierwszą lekcją miał być język polski.
- Dzisiaj zajmiemy się opowiadaniami! - oznajmiła mrs. Lidkowska. Chloe bardzo temat się spodobał. Gdy nadszedł czas na "napiszcie swoje opowiadania!" dziewczyna była bardzo zadowolona. Gdy zbliżał się koniec lekcji spojrzała na Bretta. Miział się już z Dominiką bez żadnych skrupułów.
- Może trochę intymniej? - sarkastycznie zaproponowała.
- A może nie?
- A jest lekcja.
- I?
- Proszę Pani! Oni nie uważają.
- Małpa.
- Idiotka.
Domi dostała tylko upomnienie. A szkoda - była z niej naprawdę wredna małpa. Po lekcji (zadane dwa gówniane zadania) Brett podszedł do Chloe.
- Masz wąty! Sama..
- Ja jej nie lubię. Nie mam wątów po prostu sądziłam że jestem warta choć trochę a ty jak gdyby nigdy nic się z nią miziasz. Mogę tak samo. Patrz. - powiedziała całując ponownie Joe.
- Nic już dla mnie nie znaczysz. - wycedził.
- Cieszę się. - odparła.
Joe poszedł za nią gdy odeszła.
- W porządku?- zapytał.
- A co ma być w porządku, Joe? To wyglądało jakby mnie kochał. A teraz takie scenki odwala.
- Nikt go nie zrozumie. Daj sobie z tym pajacem spokój Chloe.
- Ty mnie chyba nie znasz! Będę walczyć dopóki nie osiągnę..
- Czego?
- Szacunku chociażby! - zakończyła dyskusję. Język angielski mieli wolny. Omawiali zbliżający się koniec roku szkolnego. Był dokładnie po tym weekendzie w poniedziałek. Juhuu jest piątek! Na wychowanie fizyczne poszła. Nie biegła bo po co?
- Ej Chloe! Chodź! - zawołał ją Brett.
- Czego ty krętarzu znowu od mnie chcesz? - była tak obojętna że Brett miał wątpliwą minę.
- Przepraszam.. byłem głupi.
- Powtórzę: Jakie to słodkie! Sarkazm kochanie. Nie każde przeprosiny da się słońce przyjąć.
- Zależy mi na tobie.
- Znam to na pamięć. "Nic już dla mnie nie znaczysz" nie pamiętasz?
Chłopak pochylił się nad dziewczyną i zbliżył usta.
- O nie chłopczyku. Nie dam się już. - powiedziała solidnie kopiąc w nogę. Joe zauważył że Brett znów się do niej dowala.
- Nie manipuluj nią. Ona się nie da. Chyba sam już to wiesz. Ja jestem z nią. Jest osobą która zasługuje na szacunek. - zaaoponował.
- Odwal się od mnie.
- Jak będę miał ochotę.
- Ja mam Domi. A ty? Nikogo.
- Chloee.
- Mhm jasne. Udowodnji! Ona tobą pomiata. Chce mnie tylko zranić.
- Chloe on nie wierzy że z tobą chodzę. - zawołał dziewczynę Joe. Dziewczyna w odpowiedzi pocałowała go i odeszła.
-To nie było szczere. - zapierał się Brett.
- Wmawiaj sobie i leć do tej swojej wypindrowanej damulki.- zakpił Joe.
Chloe podeszła do chłopaków i zabrała Joe'ego.
- Chloe w porządku? - zapytał chłopak.
- Nie Joe. Nie.
- Zła odpowiedź. Co jest?
- Uciekam z domu. W moim domu mnie nie szanują. Mogę u ciebie zamieszkać?
- Okey.. ale na pewno?
- Tak. Chodź na dwór. Posłuchamy rapu.
Wyszli poza szkołę. Chloe wyjęła telefon. "Może SBS? Puszczę "Była chłodna" - powiedziała. Joe wzruszył ramionami.
- Siadaj..- powiedziała posuwając się. Siedzieli na murku za szkołą.
- Chyba się lekcja zaczęła..
- I?
- Nie chcę sobie narobić problemów. - chłopak odszedł. Chloe się na nim zawiodła. Ale została na miejscu. Postanowiła zerwać z szkołą. Będzie przychodziła tylko do Joe. Siedziała sama,kołysząc się w rytm muzyki. Za rogu wyszedł najmniej porządany w tym momencie chłopak. Brett.
- Ty też się zrywasz?- zaczął.
- Może i tak.- odpowiedziała.
- Wiesz, chciałbym cię naprawdę przeprosić. Zerwałem z nią ostatecznie.. a ciebie nigdy już nie zawiodę i nie pozwolę na nic co miało by nas związek zniszczyć.
- Każdy zasługuje na drugą szansę. Niech Ci będzie.
I wtedy nadszedł moment na pocałunek. Był szczery..
- South Blunt System? - zapytał Brett spoglądając na telefon.
- Tak. Słuchasz? - zapytała z nadzieją Chloe.
- Jasne! Była chłodna tak?
- Tak.
Rozmawiali o swoich przeżyciach z rapem.
- Zamieszkasz z Joe?
- Nie wiem..
- Możesz z mną?
- Ok!
Mieli wspólne zainteresowania. Chloe polubiła Bretta. Brett zapatrzył się w piwne oczy dziewczyny. Ona zainteresowała się kosmykiem włosów opadających na jego twarz. On przerwał ciszę.
- Idziemy do parku?
- Okey. Tylko żeby sprzątaczki nas nie zauważyły wyjdźmy przez mur.- zaproponowała Chloe.
Chloe i Brett przeszli przez murek. Skierowali się w stronę lasu. Usiedli pod mostem.
- Takie życie to porażka.. pod mostem..- zauważył Brett.
- Racja. Wagarowanie chyba nie jest dobre. Dzisiaj się już nie opłaca wracać.. A co powiesz na Anglię? - zasugerowała Chloe.
- No.. w sumie, nowy kraj nowe życie. Ale co z rodziną? I pieniędzmi?
- O pieniądze się nie masz. Mam w zanadrzu dobrą sumę. Nie wiem co zrobić z rodziną. Może udać że.. stało się cos złego? - w oku dziewczyny pojawił się błysk.
- Dobrze, ale obiecaj że wrócimy do nich jak tylko zakończmy studia i się w tym wszystkim odnajdziemy.
- Obiecuję.
Dziewczyna położyła się na piersi chłopaka. Zapadła cisza. Słychać było bicia ich serc i szum rzeki. Gdy zaczęło się robić ciemno para wróciła do domu. Pożgnała się bardzo czule. Gdy Chloe weszła, poszła na górę i wzięła pieniądze z skarbonki.
- Masz szlaban, Chloe! - burknęła mama od niechcenia. - Nie sądziłam że tu też będziesz rozrabiać. Sądziłam że przeprowadzka dobrze Ci zrobi.
- Marz sobie. Póki możesz.. - wymamrotała pod nosem córka.
Dziewczyna zaczęła się pakować. O północy miał po nią przyjechać Brett. Chloe nie miała dużo roboty - nie rozpakowała się jeszcze z tamtej przeprowadzki.. Spojrzała na zegarek. Była dziewiąta. Chloe ułożyła się na łóżku i czekała na klakson. Przymknęła oczy.. W końcu usłyszała dźwięk. Wyrzuciła walizki przez okno. Chłopak załadował je do bagażnika. Dziewczyna zeszła po naszykowanej drabinie. Uciekli. Jechali całą noc.
Byli już prawie na miejscu. Chloe ciągle wpatrywała się w szybę.
- Jeszcze tylko kawałek. - powiedział Brett.
- Nie możemy jechać szybciej?
- Niezbyt.
Chloe spowrotem odwróciła wzrok. Patrzyła na mijające ich samochody, krople deszczu spływające po szybach i krajobrazy Anglii. W końcu dojechali. Brett wysiadł, wziął parasolkę i otworzył drzwi dziewczynie. Wyjął klucze z kieszeni kurtki i otworzył drzwi od pojedyńczego mieszkania.
- To nasz nowy dom? - spytała Chloe.
- Tak. Podoba Ci się? -
- I to jak! To niemal willa..
Dziewczyna rozglądała się po ogromnym mieszkaniu. Umeblowanie było w porządku. Reszta też.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz